niedziela, 30 kwietnia 2017

Klątwa Przeznaczenia Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka | Recenzja Książki

Korzystając z wolnego weekendu w pracy, przybywam do Was z kolejną książkową recenzją. Nie od dziś wiecie jak uwielbiam książki z gatunku fantastyki, dlatego też gdy nadarzyła się okazja by sięgnąć po powieść fantastyczną, nie zastanawiałam się ani chwili. 

Ostatni czasy częściej na blogu pojawiają się recenzję poradników, dlatego jak już wspomniałam wcześniej dziś na blogu zagości powieść dla fanów fantastyki, ale także tych lubiących książki historyczne. Kochani przedstawiam "Klątwa przeznaczenia" autorstwa dwóch utalentowanych kobiet - Moniki Magoskiej-Suchar i Sylwi Dubieleckiej.


Jako grafik, nie mogę nie wspomnieć o pięknym wydaniu książki. Okładka jest piękna, a przedstawiona na niej grafika idealnie opowiada o treści książki. Lew i młodziutka czarodziejka, bo to ich historia. 

Ponad osiemset stron ciągłej akcji. W książce nie ma czasu na nudę. Zdecydowanie zgadzam się z autorkami, "książka jest prezentem od kobiet dla kobiet". Zapierające dech w piersiach szczegółowe i pobudzające wyobraźnie opisy. Mroczny klimat, liczne intrygi, nie zwalniające tempo akcji oraz zakazane uczucie Lwa i młodej czarodziejki. Powieść zdecydowanie dla bardziej dojrzałego czytelnika, szczególnie biorąc pod uwagę przepełnione wulgaryzmami i  erotyzmem fragmenty. 

Ona młodziutka, niedoświadczona i przerażona swym losem w bractwie rządzonym przez mężczyzn, tutaj kobiety głosu nie mają. I on, Lord Severo, mistrz Walk noszący znak Lwa. Tych dwoje poznało się w najgorszym możliwym dla siebie miejscu w Ravillonie, kolebce przestępców. Brutalny świat rządzony przez mężczyzn, klimatem przypomina Grę o Tron. Czarna Twierdza to miejsce, w którym przyjaciół trzeba mieć blisko, ale wrogów jeszcze bliżej. Tych dwoje od początku nie ma łatwo w Ravilonie, jednak z biegiem czasu stają się sobie coraz bliżsi. Ich drogi połączył głupi zakład, przepowiednia w ogniu, a może tak po prostu miało być? 

Ja jestem zachwycona książką i dalej nie mogę uwierzyć, że to debiut Moniki i Sylwii, bo książka jest genialna. Już nie mogę się doczekać kontynuacji, mam nadzieje, że autorki nie każą Nam zbyt długo czekać.

Pozdrawiam i do przeczytania.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Hygge. Klucz do szczęścia Meik Wiking | Recenzja książki

Od kilku miesięcy na rynku pojawia się coraz więcej książek dotyczących dążenia do szczęścia, ale szczęścia w wykonaniu Duńczyków. Większość z dostępnych pozycji porusza i tłumaczy cóż to takiego to HYGGE, tak samo jest w przypadku książki, która ostatni czasy wpadła w moje łapki. Mowa o Hygge. Klucz do szczęścia autorstwa samego dyrektora Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze, Meik'a Wiking'a.
Zapraszam na dalszą część.


Piękno w swojej prostocie. Tak najkrócej można opisać jak została wydana książka. Piękne zdjęcia i grafiki, minimalistyczna, ale jakże przyciągająca oko okładka. Te książkę warto mieć już dla samego jej wyglądu i choć po okładce oceniać się nie powinno to tym razem to zrobię, bo książka prezentuję się cudnie.

No dobrze. Przejdźmy do treści bo wnętrze jest najważniejsze. Czy jest na świecie, ktoś nie chciałby być szczęśliwy? Szczerze wątpię, każdy w jakiś sposób dąży do pełni szczęścia, a kto jest najlepszy w tej dziedzinie? Duńczycy, od lat nazywani są najszczęśliwszym narodem na świecie i o tym możemy się właśnie przekonać czytając tę książkę. Oczywiście, szczęście Duńczyków w dużej mierze zależy od sytuacji w ich kraju, ale nie tylko. Jak możemy przeczytać w książce Duńczycy są szczęśliwi, bo cieszą się z małych rzeczy. Deszczowy dzień dla wielu z Nas jest pokrzyżowaniem planów, a dla Duńczyków okazją do wieczoru w gronie znajomych czy po prostu wskoczenia pod koc, sięgnięcia po kubek gorącej herbaty i książkę. Książka nie tylko jest pewnego rodzaju poradnikiem jak być szczęśliwym? Ale także zbiorem pięknych zdjęć, ciekawostek dotyczących Duńczyków, mało? Spokojnie pasjonaci kulinarni znajdą w książce trochę przepisów na Hygge dania, a także masę inspiracji na pięknie Hygge zdjęcia. Tak piszę, Hygge to, Hygge tamto, ale nie wyjaśniłam Wam cóż to takiego. W skrócie Hygge to po prostu celebrowanie małych przyjemności i bycie szczęśliwym z tym co mamy.

Książka na jeden wieczór, bardzo przyjemnie się ją czyta. Zawarte w książce ciekawostki z pewnością zainteresują, każdego czytelnika. Czytając Hygge nie towarzyszy Nam wrażenie,  że czytamy jakiś podręcznik jak to często bywa w przypadku poradników. Książka dla każdego nie zależnie od wieku, polecam z całego serducha.

Pozdrawiam i do przeczytania.

środa, 19 kwietnia 2017

Fotoksiążka czyli idealny prezent dla drugiej połówki od Saal Digital | Recenzja

Przed świętami wspominałam Wam o pięknym obrazie na płótnie, który otrzymałam w ramach testów od Saal Digital Polska, nie wiedziałam wtedy że udało mi się dostać również do testów fotoksiążki i tak oto po dłuższej chwili. Dzięki aplikacji dostępnej na stronie SDP stworzyłam prezent od serca (a przynajmniej taką mam nadzieje). Ze względu na fakt, iż książka ma być prezentem, a do Naszej rocznicy jeszcze ponad dwa miesiące to nie pokaże Wam całej zawartości na wypadek, gdyby Pan K. z nudów zajrzał na bloga.

No dobrze, a teraz przejdźmy do książki.


Nie chciałam by książka wyglądała jak prezent ślubny tylko jak pamiątka Naszego związku i tego jak oboje zmieniliśmy się w tym czasie. Dlatego też wybrałam błyszczącą okładkę z dodatkowym watowaniem w ciemnym kolorze, a jako zdjęcie wybrałam czarno-białą wersję mojego ulubionego, które mogliście oglądać także w formie fotoobrazu <TUTAJ> .


Wnętrze kryję 36 kart, które miały być w wersji matowej. Jednak ja mam wrażenie, że za bardzo błyszczą i jeśli chodzi o wykonywanie zdjęć książce to nie jest to łatwe zadanie. Jak zauważyliście u stworzonej przeze mnie książce są karty bez zdjęć. Nie kochani to nie jest błąd tak miało być. Na niektórych stronach zamiast zdjęć umieściłam krótkie zdania. W końcu to prezent, więc niech ma na piśmie, że cały czas go kocham. Nie no, żartuje. Po prostu uznałam, że wtedy książka będzie o wiele bardziej osobista.


Podczas tworzenia w aplikacji udostępnionej przez SDP wybrałam jeden z dostępnych szablonów, ale spokojnie, jeśli żaden Wam się nie spodoba możecie tworzyć na czystych kartach. Ja zdecydowałam, że cała książka będzie utrzymana w ciemnych kolorach i dość minimalistycznym wydaniu, bez zbędnych ozdobników. 


Pozdrawiam i do przeczytania.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Wishlist Zaful

Post z opóźnioną publikacją, bo choć był zaplanowany na miniony świąteczny weekend to blogger podjął decyzję za mnie i wpisu nie opublikował, dlatego też dziś po małej modyfikacji publikuję go ręcznie.

Pogoda Nas nie rozpieszcza, a ja marzę o ciepłych dniach by wbić się w sukienkę lub strój kąpielowy i wygrzać Nad basenem, dlatego też postanowiłam stworzyć taką mini wishlistę produktów, które wpadły mi w oko.

Na pierwszy ogień trzy sukienki, które bardzo chętnie widziałabym w swojej szafie.

1 | 2 | 3
Teraz przyszedł czas na stroje, bo te wywołują u mnie szczególne wspomnienia, a dodatkowo ciekawych strojów na lato nigdy za wiele.

1 | 2 | 3

Krótko i na temat ode mnie. Zapraszam Was również na Wielkanocną Wyprzedaż na Zaful.com.

Pozdrawiam i do przeczytania.

wtorek, 11 kwietnia 2017

Serum do rzęs KERABIONE | Efekty po 3 tygodniach stosowania

Witajcie Kochani
Dziś przychodzę do Was z wpisem kosmetycznym, bo taki Wam jakiś czas obiecałam. Dokładnie 3 tygodnie temu pisałam o wzmacniającym serum do rzęs, zapowiedziałam wtedy, że efekty pokaże Wam na blogu i tak oto jestem, a wraz ze mną zdjęcia, efekty i moja opinia nt. KERABIONE.


Nigdy nie narzekałam na moje rzęski, bo są jaki firanki i na prawdę oprócz dobrej maskary dużo im nie potrzeba... Och, jak bardzo się myliłam. Może na zdjęciach (od razu przepraszam za ich jakość) nie do końca widać jak bardzo się zmieniły po codziennym stosowaniu na noc serum Kerabione, ale nie tylko ja, ale i Pan K. zauważył, że rzęski są gęstsze i dłuższe, a ja zauważyłam, że mniej ich wypada.


Jestem alergikiem i dużo kosmetyków musiałam skreślić z listy tych, które mogę używać, dlatego też bałam się, że wystąpi reakcja alergiczna. Na szczęście wszystko było w jak najlepszym porządku, a ja kontynuuje stosowanie, bo rzęsy są coraz dłuższe, silniejsze i delikatniejsze w dotyku. 

No dobrze, a teraz czas na efekty na zdjęciu. Przyznam, że w lusterku rzęs wydaje mi się dużo więcej, nie zależnie czy są pomalowanie czy nie, ale tutaj nie ma takiego efekty jak w realu. Tak więc nie pozostaje nic innego jak polecić Wam zastosowanie serum na swoich rzęskach.


Po lewej przed stosowaniem, a po prawej po trzech tygodniach. Rzęsy są nie pomalowane, ani też w żaden sposób nie były przeze mnie poprawiane.

Stosujecie tego typu produkty, czy wolicie przedłużone u kosmetyczki czy też doklejone sztuczne rzęsy?

Pozdrawiam i do przeczytania.

niedziela, 9 kwietnia 2017

Zaful Haul | Salvatore, McCall i Galaktyka

Kilka dni temu na Instagramie i innych połączonych z blogiem profilach w SM wspomniałam o wznowieniu współpracy z Zaful.com.

Po nieudanych zamówieniach m in. wiązanego swetra obawiałam się o zamówione rzeczy, szczególnie o ich rozmiar, bo ten nie zawsze jest zgodny z informacjami podanymi na stronie. I tak oto trochę asekuracyjnie do koszyka wpadły dwa T-Shirty oraz koszula z odkrytymi ramionami w galaktyczny wzór. Całe zamówienie początkowo wynosiło około 50$. Jednak biorąc pod uwagę zniżki  przysługujące mi jako diamentowemu klientowi oraz wymiana zebranych wcześniej punktów, za zamówienie wyszło dokładnie 34,99$.
Ciekawi moich zakupów i jakości otrzymanych produktów? Zapraszam do lektury.


Zaczniemy od T-Shirtów, bo te do koszyka wpadły pierwsze. Czarny T-Shirt z 17-stką i napisem Salvatore musiał być mój. Uwielbiam Pamiętniki Wampirów (zarówno książki jak i serial), dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok tego dość zwykłego T-Shirta i to nim zajmiemy się najpierw.

T-Shirt Salvatore
<KLIK>
Zwykły T-Shirt z bardzo miękkiego i delikatnego materiału, aż się dziwie że koszulka została wyprodukowana w Chinach, bo niektóre Polskie produkty są gorszego gatunku, jeśli chodzi o materiał. Gumowa naprasowanka na plecach, jest wykonana bardzo dokładnie, nie odkleja się, ani nie łuszczy. Zamówiłam rozmiar L i wszystko się zgadza z wymiarami podanymi na stronie. Koszulka jest nieco dłuższa niż się spodziewałam, ale nie jest to problem, bo świetnie nada się do stylizacji ze spodniami, które mają wysoki stan. Rękawki są również dłuższe, ale tutaj nie mam pretensji, bo na stronie były one podwinięte. Zrobię tak samo i będzie idealnie. Koszulka nie śmierdzi, wręcz przeciwnie. Ona... pachnie, jakby przed chwilą została wypłukana w kwiatowym płynie do płukania.
Zakup na ogromny plus!

Jedna z koszulek za Nami, więc przejdźmy do kolejnego produktu i tak oto na taśmę bierzemy szary T-Shirt McCall 11.

T-Shirt McCall
<KLIK>
Kolejny T-Shirt w mojej szafie i choć trafił do koszyka trochę asekuracyjnie to nie żałuje. Jestem bardzo zadowolona. Koszulka jest dłuższa, rękawek podobnie jak w czarnym T-Shircie do podwinięcia. T-Shirt mógłby być mniejszy, bo jednak tutaj wymiary odbiegają o jakieś 2,3 cm w biuście. Jednak to że koszulka jest większa niż powinna, nic nie szkodzi zmniejszenie zajmie chwilę. Naprasowanka wykonana bardzo dobrze, nic się nie odkleja, ani nie łuszczy. I znów szok, bo koszulka pięknie pachnie, a materiał jest świetnej jakości. Koszulkę trochę podrasuję, zmniejszę i będzie idealna do jeansów.

No dobrze T-Shirty mamy za sobą, teraz przejdźmy do zwycięzcy tego zamówienia, czyli koszuli z odkrytymi ramionami w prosty, a jakże efektowny galaktyczny motyw.

Galaktyczna koszula
<KLIK>

Przyznaję koszulę zamówiłam tylko ze względu na motyw, ale po otwarciu paczki... Miłość od pierwszego wejrzenia. Delikatny, zwiewny materiał świetnie sprawdzi się na lato. Zamówiłam rozmiar L z wątpliwościami, czy zmieszczę się w biuście, a tu niespodzianka... Pasuje idealnie, szeroki rękaw 3/4, długość odpowiednia, będzie świetnie wyglądać z cygaretkami i szpilkami. Koszula nie ma guzików, za to ma ukryty na karku zamek. No cóż więcej, ja jestem zachwycona i obiecuje, że koszula pojawi się w osobnej stylizacji.

Przypadło Wam coś do gustu z zamówionych przeze mnie ciuchów? A może same zamówiłyście podobny zestaw do mojego?

Pozdrawiam i do przeczytania.

piątek, 7 kwietnia 2017

Fotoobraz od Saal Digital | Recenzja

Od jakiegoś czasu na Facebook' u i Instagramie można wpaść na posty sponsorowane firmy Saal Digital Polska dotyczącej możliwości otrzymania kuponu na test fotoobrazu lub fotoksiążki, mnie udało się dostać do testów fotoobrazu.

Już podczas wypełniania formularza zgłoszeniowego wiedziałam, że jeżeli uda mi się dostać do testów to wybrane zdjęcie będzie czarno-białe by idealnie wpasować w większość aranżacji. Ponad tydzień przeglądałam zdjęcia, które mogły by stać się fotoobrazem, który zawiśnie w Naszej sypialni. Dla niektórych nie będzie idealne, bo jest to Nasze selfie. Jednak wybrane przeze mnie zdjęcie, nie dość, że jest moim ulubionym i mam je ustawione wszędzie gdzie się da to dodatkowo obraz miał być też niespodzianką dla Pana K. Taka trochę przed rocznicowa, ale niespodzianka bo mamy tylko jedne wspólne wywołane zdjęcie. 
No dobrze, dość o wyborze zdjęcia, przejdź do obrazu.


Obraz na płótnie o wymiarach 30x40cm wyniósł z przesyłką około 220 zł. Idealnie odwzorowane zdjęcie, nie ma niedociągnięć. Obraz trochę błyszczy, ale tylko pod światło, tak jakby płótno było woskowane. Stabilny drewniany stelaż, na który naciągnięto płótno. Jedyny minus to fakt, że nie ma żadnego haczyka by go powiesić, dlatego u Nas na razie stoi na półce. Szybka realizacji zamówienia, byłam trochę zdziwiona jak zadzwonił kurier. Obraz zamówiony przez aplikację udostępnioną przez sklep w niedzielę koło 18, a otrzymany w środę koło 12, wysyłka prosto z Niemiec. 

Przedwczesny prezent rocznicowy z myślą o urządzeniu Naszej przestrzeni bardziej przytulną, mogę zaliczyć do udanych, bo Pan K. był bardzo zadowolony. Na pewno, takich obrazów pojawi się w Naszym domu więcej, ale na razie poczekamy na ważniejsze zdjęcia.

Za obraz bardzo dziękuję Saal Digital Polska. Serdecznie polecam fotoobraz to świetny pomysł na prezent.

Pozdrawiam i do przeczytania.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

EARL I JA, I UMIERAJĄCA DZIEWCZYNA Jesse Andrews | Recenzja książki

Witajcie kochani,
Jak większość z Was pewnie zauważyła blog stał się ostatnio bardziej książkowy niż lifestylowo-kosmetyczny. Spokojnie to tym czasowe, po prostu nie mam czasu usiąść i uporządkować produktów do recenzji, stąd też zmiana na książki, bo te opisuje na bieżąco (wiem z kosmetykami mogłabym robić tak samo, ale przy recenzjach kosmetycznych jest więcej pracy jeśli chodzi o zdjęcia, a ja tego czasu niestety nie mam). Mam jednak nadzieje, że przeczekacie ten bardziej zapracowany dla mnie czas i poczytacie trochę o książkach.

No dobrze, a teraz do rzeczy. 
Jakiś czas temu otrzymałam od MoonDrive Shop egzemplarz książki EARL I JA, I UMIERAJĄCA DZIEWCZYNA autorstwa Jesse Andrews. Przyznaję do lektury nie mogłam się zabrać, nazbierało mi się trochę poradników. Jednak gdy nadszedł weekend i chwila wytchnienia sięgnęłam po książkę. Ciekawi czy warto? Zapraszam do dalszej części wpisu.


Książka wydana w fajny sposób. Przyciągająca oko kolorowa okładka, w dotyku przypomina trochę okładki niektórych zeszytów. Duża czcionka dzięki której nie męczyły mi się oczy, a do tego umieszczone w książce dialogi miały inny (trochę kreskówkowy) font. 300 stron przeczytane w kilka godzin, także jest to książka na jeden wieczór, ewentualnie weekend. Specyficznie napisana, a w tekście znajdujemy wiele wulgaryzmów, ewidentnie książka mająca trafić do młodzieży, bo dorosłym, a raczej dojrzałym czytelnikom może to przeszkadzać.

EARL I JA, I UMIERAJĄCA DZIEWCZYNA tytuł przez który pierwsze co przychodzi Nam do głowy, że to smutna, poruszająca serce i bardzo poważna książka. Nic z tych rzeczy! Książka napisana w bardzo specyficzny sposób nie trafi do każdego czytelnika, ale przyznajmy szczerze nie da się wszystkim dogodzić. Staram się czytać książki z różnych gatunków, ale tej nie potrafię przypisać do żadnego z mi znanych. 

Trójka młodych ludzi, których połączyły poważna choroba i filmy. Licealiści próbujący odnaleźć się nie tylko w szkole, ale także w świecie dorosłych. Z tytułu możemy domyślić się o czym będziemy czytać. Jednak w moim odczuciu książka bardziej skupia się na przetrwaniu liceum i hobby (kręcenie amatorskich filmów, a raczej remake 'ów) głównych bohaterów niż pokazaniu emocji towarzyszących w trudnych chwilach choroby. Czytając kilka razy się uśmiechnęłam, ale w większości przypadków czułam rozczarowanie. Książka ma 300 stron, a jak krytycznie przypomina Nam co jakiś czas autor książka powinna mieć maksymalnie 70, bo jak uważa jego wypociny nie mają najmniejszego sensu. Pomimo iż książka jest (nie) poważna to pomiędzy wierszami znajdziemy kilka prawd, czy ckliwych zdań przez które łezka Nam się w oku zakręci.

Paradoksalnie książkę polecam, nie tylko młodzieży, ale także dojrzałym czytelnikom by spojrzeć na świat oczami młodych.

Za egzemplarz dziękuję MoonDrive Shop.

Pozdrawiam i do przeczytania.

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia