niedziela, 16 grudnia 2018

"O czym myślą koty Kocie sekrety oczami naukowców" - Thomas McNamee

Witajcie,
Mam dla Was propozycję książki, której recenzja może nie być do końca obiektywna ze względu, na tematykę. Czyli koty, które uwielbiam! Zdaję sobie jednaksprawę, że duża część społeczeństwa nie przepada za tymi miauczącymi indywidualistami, niektórzy nawet panicznie się ich boją. Sama je uwielbiam i mam rozkapryszoną czwórkę w domu. To tak jakby mieć miniaturki lwów w domu. No są po prostu cudowne! 

No dobrze, koniec z tym. Tekst ma być o książce, a nie o kotach. Jeśli przebrnęliście przez moje krótkie wywody, dlaczego koty są moimi ulubionymi zwierzakami domowymi to zapraszam do przeczytania tekstu właściwego czyli recenzji książki - "O czym myślą koty Kocie sekrety oczami naukowców (tutaj)", Thomasa McNamee.

Nie zagłębiając się w opisy pozycji, po tytule spodziewałam się czegoś bardziej w stylu poradnika kocich ekspertów. Na szczęście książka pozytywnie mnie zaskoczyła i czytałam ją z przyjemnością. Gatunek popularnonaukowy często kojarzony jest z nudną paplaniną, którą nie każdy czytelnik jest w stanie zrozumieć bez korzystania z dodatkowych przypisów. Tutaj nie ma o tym mowy autor ma rzadko spotykaną lekkość w przekazywaniu swojej wiedzy. Czytając miałam wrażenie bardziej jakbym sięgnęła po propozycję nie naukowca, a osoby, którą te futrzaki inspirują,zamiast być tylko obiektem do obserwacji i badań.

Książka jest świetnie napisana. Czyta się ją lekko i przyjemnie. Znajdziemy w niej nie tylko zbiór ciekawostek dotyczących kotów, ale także kocie opowieści, które z pewności umilą długie wieczory.
Polecam każdemu, kto choć trochę chciałby zrozumieć kociaki.


Za możliwość przeczytania dziękuję Księgarni Internetowej Gandalf.com.pl

Pozdrawiam i do przeczytania.

czwartek, 29 listopada 2018

"Dobre maniery dla miłych ludzi którzy czasem mówią K***A" - Amy Alkon

Koniec roku się zbliża, a ja dochodzę do wniosku, że w tym roku przeczytałam i zrecenzowałam dla Was najwięcej poradników w porównaniu do lat poprzednich. Sama się sobie dziwię, bo jednak od zawsze królowała u mnie fantastyka, a w tym roku niespodzianka! Masa poradników. I tak oto znów poradnik, który wywołuje wiele emocji (przynajmniej u osób czytających książkę z którymi miałam możliwość rozmowy).

"Dobre maniery dla miłych ludzi którzy czasem mówią K***A (tutaj)"  autorstwa Amy Alkon i od razu rozczarowanie. Po co używać w tytułach wulgarne słowa skoro i tak się je cenzuruje? W moim odczuciu chyba tylko dlatego, by przyciągnąć czytelnika, ale szczerze powiedziawszy jest to słabe. Osoba czytająca książki i tak zawsze interesuje się treścią, a nie samym tytułem. Dlatego też nie rozumiem trenu używania słów wulgarnych skoro i tak cenzura pozostaje. No dobrze, ale do rzeczy. Zapraszam na recenzję.

Do zapoznania się z tą książką skusiły mnie właśnie bardzo podzielone opinie na jej temat. Sama chciałam sprawdzić co z nią jest nie tak? Teraz już wiem. Pozycja miała być lekka i przyjemna, a niestety częściej mnie irytowała, niż zachęcała do przeczytania. Choć nie ukrywam, kilka razy autorka zdołała mnie rozśmieszyć swoim tekstem.

Po krótkim opisie na okładce, spodziewałam się na prawdę dużej dawki porad dotyczących zachowania się w trudnych sytuacjach. By zwracanie komuś uwagi nie opierało się na  wiązance  wulgaryzmów w kierunku drugiej osoby, a pokazaniem spojrzeniem na problematyczne sytuacje z innej perspektywy. Niestety nie znalazłam w tej książce tego czego szukałam. Autorka zbyt często opowiada o sobie i problemach z przeszłości zamiast, przynajmniej podjąć próbę nauki czytelnika jak radzić sobie z codziennymi sytuacjami, które są dla większości z Nas bardzo problematyczne. Pozycja nudzi i choć czyta się szybko to treść jest na tyle nudna, że po odłożeniu książki trudno znów po nią sięgnąć.

Za możliwość przeczytania dziękuję Księgarni Internetowej Gandalf.com.pl

Pozdrawiam i do przeczytania.


wtorek, 20 listopada 2018

"Serce z cierni" (TOM I) - Bree Barton

Witajcie,
Nadrabiając zaległości przybywam do Was z kolejnym bestsellerem. Przygotowałam recenzję pierwszego tomu "Serce z cierni" autorstwa Bree Barton.

Nie od dziś wiecie, że uwielbiam fantastykę. Z resztą recenzji tego własnie gatunku na blogu możecie znaleźć najwięcej. Dlatego też nikogo nie powinno dziwić, że dzisiejsza recenzją również jest z tego gatunku.

Ciekawi mojej opinii? Jeśli tak, to zapraszam do czytania.


Pierwszy tom serii, która na pewno wciągnie czytelników  w każdym wieku. Opowieść pełna magii i zwrotów akcji. Młoda dziewczyna poszukująca zemsty, ojciec dokonujący wyborów za nią, bo przecież trzeba młodą damę wydać jak najlepiej za mąż się tylko da i on nadęty książę. Czy z takiej mieszaki może wyjść dobra opowieść? Oj może! 

"Serce z ciernia" to przede wszystkim pięknie wydana książka dla młodzieży. Owszem w początkowych rozdziałach zauważamy schemat tego typu powieści, ale na szczęście Bree Barton szybko buduje napięcie w książce, co spowoduję, że czytelnik szczególnie ten młodszy nie będzie miał czasu na nudę. 

Polecam z całego serca, bo to ponad 400 stron pięknej opowieści, która dopiero się zaczyna.

Pozdrawiam i do przeczytania.

niedziela, 18 listopada 2018

"Najnudniejsza książka świata. Ta książka uśpi cię na amen" - Dr Hardwick, Prof. K. McCoy

Witajcie
Ostatnimi czasy coraz częściej w moje ręce trafiają poradniki. Tak jest i tym razem. Przyznaję skusiła mnie rysunkowa okładka, która niestety jest całkowitym przeciwieństwem treści. Tak, wiem. Nie ocenia się książki po okładce. A jednak "zgrzeszyłam" i sięgnęłam po tą pozycję, najpierw zerkając na okładkę, a dopiero potem interesując się treścią. Co wyszło z mojego błędu (inaczej swojej decyzji nazwać nie umiem)? O tym w dalszej części tekstu.

Przygotowałam dla Was krótką recenzję "Najnudniejsza książka świata. Ta książka uśpi cię na amen" - Dr Hardwick, Prof. K. McCoy.
Zapraszam do czytania.

Tak jak wspomniałam, książka przyciągnęła mnie swoją zabawną okładką. Czytając opis myślałam, a raczej miałam nadzieje, że treść jest zabawna i wciągająca. Myliłam się. Bardzo długo szukałam plusów tej książki i niestety, ale nie ma ich zbyt wiele. "Najnudniejsza książka świata. Ta książka uśpi cię na amen" autorstwa Dr Hardwicka i Prof. K. McCoya, sięgnęłam po tą pozycję i żałuję bo zastanawiam się po co ktoś tą książkę wydał? Przeczytanie, a raczej przejrzenie całości zajęło mi 2 godziny. Zawartość nic mi nie dała. Zmarnowałam tylko czas, który mogłam przeznaczyć na inną książkę. Jeśli kogoś zainteresuje historia rond czy rodzaje śniegu niech sięgnie po książkę, może znajdujące się w niej "ciekawostki" przydadzą się np. podczas imprezy ze znajomymi.

Pozdrawiam i do przeczytania.

poniedziałek, 22 października 2018

"Manhattan Beach" - Jennifer Egan

Witajcie,
Dziś bez zbędnych wprowadzeń, bo ostatnio mam jeszcze mniej czasu na pisanie niż zwykle. Przychodzę do Was z pięknie wydanym i bardzo wciągającym bestseller'em. "Manhattan Beach" autorstwa Jennifer Egan to prawie 600 stron poruszającej historii o młodej dziewczynie, walczącej o swoje przekonania w czasach drugiej wojny światowej.

Manhattan Beach, wybierając ową pozycję zaciekawiła mnie fabuła i przyznaję nawet nie spojrzałam na ilość stron. Gdy książka do mnie dotarła mym oczom ukazała się "cegiełka", ale powiem wprost. Nawet nie wiem kiedy te strony przeleciały. Pomimo iż nie jest to nic lekkiego i wymaga pełnego skupienia, książkę bardzo przyjemnie się czyta.

Historia Anny, która "walczy" o swoje przekonania w trudnych czasach. Gdy kobieta nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Dziewiętnastolatka nie ma łatwego życia. Trudne czasy drugiej wojny światowej, nieuleczalnie chora siostra, problemy finansowe i ojciec... W którego zaginięcie wierzy tylko Anna. W momencie, gdy ojciec Anny przepada bez śladu na światło dzienne wychodzą zastanawiające wszystkich fakty, które nie wskazują na jego zaginięcie, a raczej przemyślaną ucieczkę. Główna bohaterka jednak nie daję za wygraną i szuka ojca na dnie morza. Jako jedyna kobieta nurek, Anna nie ma łatwo, ale nie poddaję się.

Powieść to nie tylko główna bohaterka to przede wszystkim opowieść o ciężkich dla kobiet czasach. Dzięki autorce czytelnik, nie ma chwili na nudę. Tak jak wspomniałam, to nie jest lekka propozycja, gdyż wymaga pełni skupienia, ale na prawdę warto.

Pozdrawiam i do przeczytania.

wtorek, 18 września 2018

"Przepowiednia" - Gwendolyn Womack

Witajcie,
Walczę by wrócić do systematycznego pisania, a co za tym idzie po pracy znów pracuje, ale nad tym co na prawdę sprawia mi radochę. Dopracowuje teksty na bloga i robię zdjęcia (nie wszystkie mnie zadowalają, niestety wyszłam z wprawy).

By odgruzować się z nie zrecenzowanych książek piszę w każdej wolnej chwili. I tak oto dziś recenzja książki, która miano bestsellera otrzymała nie bez powodu czyli "Przepowiednia" - Gwendolyn Womack.


Z twórczością Gwendolyn Womack spotkałam się po raz pierwszy i muszę się przyznać, że bardzo polubiłam jej lekkie pióro. Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Treść podzielono na rozdziały opowiadające o Semele,  jej dążeniu do odkrycia prawdy o tajemniczym artefakcie liczącym dwa tysiące lat. A także coś co mnie osobiście zaskoczyło bardzo pozytywnie czyli historie opowiadające o córce bibliotekarza z Biblioteki Aleksandryjskiej i losach jej pokoleń. 

Cudowny klimat i książki w tle. Chyba nie ma nic lepszego dla mola książkowego niż książka o miłości do książek. Cała fabuła kręci się wokół bibliotek, ksiąg i wszelakiego pisma. Zaś skrywana tajemnica artefaktu zachęca do szybkiego przeczytania.

"Przepowiednia" G. Womack, przyznaję przeglądając opinie w sieci, nie tyle bałam się zanudzenia, a raczej tego, że książka trafi na tzw. stos hańby czyli książek, których nie doczytałam. Na szczęście po raz kolejny się myliłam. Wielbiciele zarówno thrillerów, powieści historycznych, a nawet romansów w Przepowiedni znajdą coś dla siebie. 

Pozdrawiam i do przeczytania.

niedziela, 16 września 2018

Kąpiele leśne. Jak czerpać zdrowie z natury - M. Amos Clifford

Witajcie,
Staram się wrócić do systematycznego pisania. Niestety ostatnio nie jest to dla mnie łatwe. Zmiana pracy dała mi możliwość by czytać więcej, ale często jestem tak zmęczona, że nie mam ochoty siadać w wolnej chwili do laptopa by coś napisać. Mam nadzieje, że to tylko chwilowy kryzys i z przyjściem jesieni będę nie tylko czytać, ale także pisać więcej.

Jeśli nie zniechęcił Was wstęp nie mający nic wspólnego z dzisiejszą recenzją to bardzo dziękuję, że nadal czytacie i nie przedłużając zapraszam na recenzję kolejnego poradnika, który to ostatnimi czasy trafił w moje ręce.

Kąpiele leśne. Jak czerpać zdrowie z natury autorstwa M. Amos Clifford. Po tytule książki spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Przygotowana byłam na poradnik z przepisami jak, co i w jakich ilościach dodać do kąpieli. Jakie kadzidełka zapalić by kąpiel dawała co na wzór odrodzenia. Jednak poruszając kolejne rozdziały zostałam bardzo szybko wyprowadzona z błędu.
*las leczy
*przebywanie na łonie natury poprawia odporność
*leśne spacery obniżają poziom stresu
*kontakt z przyrodą łagodzi depresję
*las sprzyja rozwojowi dzieci
Kąpiele leśne to nic innego jak jedna z wielu nazw japońskiej praktyki shinrin-yoku, powstałej w 1982 roku. Jednymi z najważniejszych założeń tej japońskiej metody są m. in. to, że:
Japońscy lekarze od ponad dwudziestu lat wysyłają swoich pacjentów na leśne wędrówki, by Ci wracali do nich zregenerowani i zdrowsi. 

W książce znajdujemy dokładny opis jak krok po kroku przejść przez rytuał kąpieli leśnych. Co należy zrobić by osiągnąć równowagę. Jeśli medytujemy to nie w zaciszy swojego pokoju, ale na kocyku w otoczeniu natury. Książka dla każdego.

Treść jest przedstawiona w bardzo prosty i zrozumiały sposób, a shinrin-yoku opisana tak by nawet największy niedowiarek zastanowił się dwa razy zanim powie, że las i jego energia nie pomagają ludzkiemu organizmowi. 

Marzyłeś/Marzyłaś choć raz by osiągnąć równowagę i w pełni się zregenerować? Jeśli tak! To książka dla Ciebie.

Pozdrawiam i do przeczytania.

czwartek, 16 sierpnia 2018

"Księga Joanny" - Lidia Yuknavitch

Witajcie,
Pomiędzy codziennymi zajęciami znajduję chwilę i przychodzę do Was z opinią dotyczącej książki z którą miałam na prawdę duży problem. Tym razem mam dla Was bestseller w wielu krajach. O jakiej pozycji mowa? Oczywiście o Księga Joanny Lidii Yuknavitch. Wspominałam Wam o niej jakiś czas temu w jednym z postów w mediach społecznościowych. Za egzemplarz dziękuję Księgarni Internetowej TaniaKsiazka.pl.

W minionym roku wiele czasopism zachwycało się "dziełem" L. Yuknavitch. Pisano o nim m. in. :

  Jedna z najważniejszych książek 2017 roku według „New York Timesa”.

Jedna z 32 najbardziej ekscytujących książek, które ukazały się w 2017 roku – BuzzFeed.


Jedna z 33 książek do przeczytania w 2017 roku – „The Huffington Post”.



Czy te opinie są trafne, a może po prostu książka i sama autorka są na tyle kontrowersyjne, że nic innego nie można napisać? Ciekawi mojej opinii? Jeśli tak, to zapraszam do czytania.


2049 rok, czyli nie tak odległa od Naszych czasów przyszłość. To właśnie wtedy mają miejsce wydarzenia opisane w książce. Yuknavitch przedstawia w książce dość prowokacyjną wizję niedalekiej przyszłości. Katastrofa ekologiczna, Ziemia zniszczona przez człowieka i "garstka" ocalałych na dryfującej we Wszechświecie platformie CIEL. W ciągu tych kilkudziesięciu latach gatunek ludzki "troszkę" się zmienił. Wszelkie znaki dzięki którym można by odróżnić kobietę od mężczyzny i odwrotnie zanikają. Człowieczeństwo po prostu zanika. 


Po wielu latach życia pod rządami pożal się boże celebryty wybucha rebelia. Ocalali mają dość okrutnych tortur, życia w strachu oraz (w moim odczuciu najgorszego) narzuconego przez "władce" końca życia, czyli pięćdziesiątych urodzin. To właśnie ten dzień jest zakończeniem życia.


Świat dystopii opisany przez autorkę jest w pewnych momentach przerysowany i delikatnie mówiąc nie realny. Wielopłaszczyznowa opowieść, która wciąga. Przyznaję, nie każdemu czytelnikowi przypadnie do gustu styl pisania autorki opowiedziana przez nią historia. Nie mniej sądzę, że książka daje do myślenia. To o czym piszę Yuknavitch może i jest nie realne, ale nie, niemożliwe. Może nie za trzydzieści lat, ale za sto czy dwieście może Nas czekać podobny los.




Pozdrawiam i do przeczytania.

czwartek, 9 sierpnia 2018

"Mieć mniej" - Tisha Morris

Witajcie
Dziś Dzień Miłośników Książek to i recenzji zabraknąć nie mogło. Dzięki uprzejmości Księgarni Internetowej TaniaKsiazka.pl dostałam możliwość przeczytania pewnych nowości wydawniczych, dlatego też przybywam do Was z opinią o jednej z nich.

Poradnik jakich na rynku wydawniczym coraz więcej. "Mieć mniej" autorstwa Tishy Morris, konsultantki feng shui, mówczyni, trenerki. Czy ta pozycja zrobiła na mnie wrażenie?
Zapraszam do lektury.



"Mieć mniej" to kolejna już pozycja na rynku wydawniczym z serii poradników, które mają za zadanie pomóc Nam w "odgruzowaniu" swojego życia i odnalezieniu w nim harmonii. Przeczytałam już kilka tego typu poradników i niestety (albo stety) może zdarzyć mi się małe porównanie do wcześniej przeczytanych pozycji.

Nadmiar niepotrzebnych rzeczy, kolekcję pamiątek, przedmioty które wywołują negatywne wspomnienia, a może GB-ty plików, które archiwizujesz na dysku swojego komputera? To tylko niektóre z elementów o których wspomina autorka by oczyścić swoje otoczenie i wkroczyć w nowy etap w życiu. Owa pozycja zawiera na prawdę masę użytecznych informacji. Niestety opierając się na wcześniejszych przeczytanych przeze mnie pozycjach mam wrażenie (może mylne), że autorka gubi się w tym o czym pisze. Nie twierdzę, że nie posiada dużej wiedzy na poruszane w książce tematy (np. feng shui), ale myślę że nie do końca kolejność treści została przemyślana. Pojawiało się sporo niedomówień, tzn. rozpoczęcie nowego tematu w rozdziale X, a kontynuacja go kilka rozdziałów później, co mnie osobiście trochę irytowało. 

Książka nie zrobiła na mnie dużego wrażenia, a szkoda. Bo naczytałam się sporo pozytywnych recenzji. A ostatecznie pojawiło się rozczarowanie, fragmentami nawet odczucie Déjà vu. Znam kilka innych książek, które bardziej do mnie przemówiły, ale wiadomo o gustach się nie dyskutuje. Nie mniej książkę polecam, chociażby do porównania z innymi pozycjami dostępnymi na rynku wydawniczym. Sami oceńcie czy warto.

Pozdrawiam i do przeczytania.

czwartek, 7 czerwca 2018

"Kredziarz" - C. J. Tudor

"Każdy ma coś na sumieniu,
a dzieci nie zawsze są niewinne."

Jak wiecie chętniej sięgam po pozycję debiutantów, niż kolejne powieści znanych już autorów. Bywa różnie raz się zawiodę, raz jestem zachwycona i czekam na kolejne dzieła. A jak było tym razem? Czy "Kredziarz" autorstwa C. J. Tudor zachwycił czy okazał się porażką literacką?


Małe miasteczko i mroczne tajemnice z przeszłości, czy to dobry pomysł na thriller? 
Tak! To doskonały pomysł. Akcja powieści prowadzona jest dwutorowo. Autorka zgrabnie przenosi Nas między teraźniejszością czyli wydarzeniami roku 2016, a rokiem 1986, kiedy to wszystko się zaczęło. A zaczęło się niewinnie, od wspólnych rowerowych przejażdżek grupki przyjaciół. Niestety, nie dla każdego dziecka dzieciństwo jest beztroskie. Czasem dzieci wchodzą w dorosłość z bardzo dużym bagażem życiowym i tak jest w tym przypadku. Bohaterowie zmagają się z traumatycznymi wydarzeniami z przed trzydziestu lat. Dorosłe życie komplikuję się z dnia na dzień, gdy wszystkie wspomnienia zaczynają powracać, a każdy dzień to walka by rozwiązać niezamknięte sprawy z dziecięcych lat.

Nie tylko wielbiciele kryminałów będą zachwycenia. Książka na prawdę wciąga. 


Pozdrawiam i do przeczytania.

czwartek, 26 kwietnia 2018

Trupia Farma. Sekrety legendarnego laboratorium sądowego, gdzie zmarli opowiadają swoje historie. Bill Bass, Jon Jefferson

Profesor antropologii sądowej - Bill Bass i pisarz oraz dokumentalista telewizyjny - Jon Jefferson stworzyli niezwykłą pozycję. Książkę,  którą z pewnością nie pogardzi żaden wielbiciel seriali "Kości" czy "CSI - Kryminalne zagadki". Pierwsza książka z serii Trupia Farma, zdania o niej są podzielone, ale jaka jest prawda? 
O tym przeczytacie poniżej.


Trupia farma - Niezwykła propozycja, pełna humoru, ciekawostek i spraw kryminalnych. Kolejna pozycja do której zabierałam się jak pies do jeża, a gdy w końcu wzięłam się za czytanie pochłonęła mnie w całości. Napisana zrozumiałym i przystępnym dla każdego językiem. Wszystkie sformułowania medycyny wyjaśnione są na końcu książki, także każdy bez wyjątków po przeczytaniu Trupiej Farmy będzie się czuł mądrzejszy.

Przyznaję początkowo miałam wrażenie, że wplecione w całość wspomnienia profesora Billa Bassa są zbędne, ale po trzecim rozdziale to złudzenie minęło, a sama książka wciągnęła. Każdy rozdział to osobna sprawa, więc praktycznie przez cały czas jesteśmy w centrum wydarzeń. Krótko mówiąc, autor nie daje Nam nawet na chwilę przysnąć. 

Myślę, że duży odsetek czytelników sięgających po ową pozycję spodziewa się książki poświęconej głównie Ośrodkowi Antropologii Sądowej "Trupia Farma" i zagadkom kryminalnym. Rzeczywistość jest nieco inna, gdyż w książce znajdziemy wspomnienia założyciela Trupiej Farmy, ale spokojnie są one zabarwione humorem, także nie powinno być rozczarowań (sama niejednokrotnie śmiałam się podczas czytania TF).

Pozdrawiam i do przeczytania.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

"Córka króla moczarów" - Karen Dionne

Uwielbiam thrillery. Miałam nadzieje, że dzisiejsza "gwiazda" nie tyle mnie wciągnie, ale po prostu będę ją z przyjemnością czytać. Niestety Córka Króla Moczarów, bo o tej książce mowa, wywołała u mnie mieszane uczucia. Spodziewałam się całkowicie czegoś innego po tej pozycji, ale czy się zawiodłam? 
O tym w dalszej części tekstu.


Powieść Karen Dionne to historia widziana oczami dorosłej kobiety, która w wieku dwunastu lat dowiaduje się, że jej "cudowne" życie pod kontrolą zaborczego ojca jest jednym wielkim kłamstwem. Prawda okazuję się na tyle bolesna, że nastoletnia Helena, długo nie może uwierzyć, że przez lata wraz z matką była więziona przez własnego "kochającego" ojca na mokradłach. 

Pewnego dnia jednak mydlana bańka pęka i Helena z matką uciekają... z nadzieją, że ich koszmar na dobre się skończył. Porywacz, gwałciciel i kochający tatuś w jednej osobie trafia do zakładu karnego. Niestety po kilkunastu latach koszmar powraca, gdy ojciec ucieka z więzienia.
Rozpoczynają się poszukiwania i pościg córki za ojcem...

"Córka króla moczarów" autorstwa Karen Dionne polecana przez wiele osób, również znanych. Reklama w mediach, umieszczana nawet na przystankach autobusowych musiała sporo kosztować, ale czy ta cała medialna otoczka równoznaczna jest z genialną treścią? Niestety nie. 

Pozycja bardzo mnie rozczarowała. Oczekiwałam trzymającego w napięciu thrillera psychologicznego, dla którego zarywałabym noce. Ostatecznie czytelnik otrzymuje (oczywiście moim zdaniem) pasmo rozczarowań. Ponad trzysta stron zbędnych opisów i przewidywalnych rozwiązań.


Pozdrawiam i do przeczytania.

piątek, 9 marca 2018

"Wszechświat w Twojej dłoni" - Christophe Galfard

Książka popularno - naukowa inaczej czyli "Wszechświat w Twojej dłoni". Przyznaje trochę leżała na stosiku "do przeczytania", ale u mnie większość zakupionych książek czytana jest dopiero po jakimś czasie i tak było też w tym przypadku. 

Najchętniej czytam thrillery, może dlatego ta książka tak długo czekała na swoją kolej. Jestem już jednak po lekturze i przybywam do Was z moją opinią na temat też pozycji.


Christophe Galfard, uczeń samego Stephena Hawkinga podjął się trudnego zadania. Przedstawia w łatwy i przyjemny sposób jak działa wszechświat, odkrywając przed czytelnikiem jego najskrytsze sekrety. Cudowna podróż w której w jednej chwili leżysz z przyjaciółmi na plaży, a w drugiej jesteś gdzieś we wszechświecie i oglądasz np. czarną dziurę z bliska. Prostym i zrozumiałym językiem stara się ukazać nie tylko zakamarki wszechświata, ale przede wszystkim obrazuje fizykę tak, by wytłumaczyć wszystkie zagadnienia w sposób jak najbardziej zrozumiały.

Podpisuję się pod tą pozycją rękami i nogami. Nigdy nie lubiłam się z przedmiotami ścisłymi, a ta książka pokazuje, że fizyka też może być ciekawa i zrozumiała dla każdego.

Pozdrawiam i do przeczytania.



piątek, 2 lutego 2018

"Diabolika" - S. J. Kincaid

Styczeń za Nami, a ja dodaję dopiero drugą recenzję w tym roku. Czas by czytać jest, ale jak niektórzy z Was wiedzą z mojego Instagrama nie jestem w stanie czytać, bo czekam na wizytę u okulisty (oczy po prostu nie wytrzymują). Dlatego też jestem z Wami mniej nie tylko tutaj, ale także na IG. No dobrze, ale do rzeczy bo znów odbiegam.

Kolejna pozycja z kategorii fantasy na moim blogu. Jeżeli takie pozycję Was męczą piszcie w komentarzach pod postem, do skrzynki na FB i IG, no i oczywiście POLECAJCIE mi KSIĄŻKI do przeczytania i recenzowania.

Powieść fantasy autorstwa S. J. Kincaid "Diabolika", leżała na moim stosiku książek do przeczytania kilka miesięcy i żałuję, że dopiero w tym roku po nią sięgnęłam, tym bardziej, że nie mogę się doczekać aż w Polsce pojawi się drugi tom "Cesarzowa". 


Kosmos podbity, ludzie opuścili ziemie i zamieszkują zdobyte planety oraz liczne statki kosmiczne. Władzę sprawuję cesarz, zaś jedynym bóstwem jest Żywy Kosmos, któremu to co jakiś czas składa się ofiarę, lecz nie z ludzi tylko specjalnie wyhodowanych humanoidów... Jednym z takich tworów jest Nemezis czyli tytułowa Diabolika stworzona i zaprogramowana genetycznie by kochać i w razie konieczności oddać swe życie za swojego właściciela. Jednak Nemezis nie jest "zwykłą" diaboliką. Potrafi kochać, nie tylko swoją Panią dla której została stworzona, ale także... Turysa, pierwszego następcę.

"Niektórzy mogliby nas nazwać potworną parą - i mieliby rację. Na swój sposób obydwoje byliśmy skorpionami, niebezpiecznymi stworzeniami przekraczającymi razem rwący strumień. Razem mogliśmy kąsać, ale i płynąć.
Może tylko skorpion jest w stanie uratować skorpiona."

Od czasu, gdy ludzie opuścili ziemie wiele się zmieniło, postęp umarł,a chęć nauki i zdobywania wiedzy jest surowo karana, nawet wyrokiem śmierci. Każdy kto jest choćby w posiadaniu książek nazywany jest heretykiem tępionym prze resztę społeczeństwa. Świat od wieków był podzielony. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Elita żyje w dostatku i nie przejmuję się tym, że niedługo świat może przestać istnieć, a ich maszyny staną się bezużyteczne. Jedyna nadzieja w Nemezis i pierwszym następcy tronu... Tyrusie. 
Czy im się uda?

Ponad 400 stron wciągającej powieści fantasy. Masa intryg, wątki miłosne a także chęć naprawienia zepsutego świata. Bardzo przyjemnie się czyta. Uwielbiam książki w których cały czas coś się dzieję, tutaj tak było. Każdy rozdział wciągał jeszcze bardziej, aż trudno się było oderwać. Z niecierpliwością czekam na polskie wydanie drugiego tomu.

Pozdrawiam i do przeczytania.



środa, 3 stycznia 2018

"Dzikie królestwo" - Simon David Edan

Pierwsza recenzja w nowym roku, dlatego też na wstępie chcę Wam życzyć, by ten 2018 rok był szczęśliwy i przynajmniej tak dobry jak miniony.

Pozycja tylko na pozór dla młodszego czytelnika, jednak sama uważam, że dorośli również powinni sięgnąć po "Dzikie królestwo" autorstwa Simona Davida Edana.


Pięknie napisana historia o "zagładzie ludzkości" skierowana i opowiedziana specjalnie z myślą o młodzieży. Jednak jak wspomniałam na początku bardziej dojrzali czytelnicy również powinni sięgnąć po te pozycję. Autor "pokazuje" Nam koniec ludzkości. Dokładnie opisuje to co może się stać, jeśli gatunek ludzki nie zacznie szanować i dbać o to co daje Matka Natura. 

Pierwszy Tom sagi Dzikie królestwo to nie tylko wprowadzenie czytelnika w fantastyczny świat w którym początkowo w zgodzie żyją ludzie, zwierzęta i kotyni (ludzie potrafiący zmienić się w każde istniejące zwierze) to przede wszystkim opowieść o przyjaźni międzygatunkowej, ogromnej woli przetrwania życia na ziemi i walki o pokój. 

Ciągła akcja i zwroty wydarzeń na pewno wciągną młodszego czytelnika, a starszemu dadzą do myślenia, że gatunek ludzki niesie ze sobą wiele złego co może się kiedyś na prawdę źle skończyć dla całej planety.

Z niecierpliwością czekam na kolejny tom serii.

Pozdrawiam i do przeczytania.

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia