niedziela, 21 czerwca 2020

Wytłumaczenie ciszy + Zaproszenie do wyzwania na Instagramie

Witajcie.
Po długiej przerwie, przychodzę do Was z małym wytłumaczeniem, skąd nagle taka cisza na blogu i kompletny brak aktywności również na blogowych social media.

Sporo w ostatnim czasie zmieniło się w moim życiu, a dodatkowo czas pandemii dał mi okazję do przemyślenia i zmotywował do działania. A raczej do rozwijania się i poszukiwania własnej drogi. Książki już mi nie wystarczają, chcę się rozwijać dalej, a niestety przez to, że cały wolny czas spędzałam czytając to mam wrażenie, że stałam w miejscu. A chcę iść do przodu, jak chyba każdy z Nas. Dlatego jakiś czas temu postanowiłam założyć osobny profil na Instagramie. Nie jest książkowo, a kobieco i fotograficznie. I w tym miejscu chciałabym Was z całego serca zaprosić właśnie na ten drugi nie książkowy profil (klik). 
A oto główny powód zaproszenia.
Przedstawiam Wam mój własny projekt, a dokładniej wyzwanie fotograficzne. Trochę pod wpływem impulsu, a trochę zainspirowana pewnymi cudownymi kobietami postanowiłam stworzyć Kreatywne Wyzwanie Fotograficzne. Żyjemy w czasach, w których coraz częściej zapominamy o kreatywności, bo po prostu nie mamy na nią czasu. Stąd pomysł z wyzwaniem. By obudzić w sobie artystę i nadać trochę koloru szarej rzeczywistości.
Jak wziąć udział w wyzwaniu?
  1. Zacznij od wykonania zdjęcia. Możesz poprosić o pomoc drugą połówkę, koleżankę, kogo zechcesz, ale zachęcam spróbuj wykonać je samodzielnie. Przecież to wyzwanie ma obudzić przede wszystkim Twoją kreatywność.
  2. Nie potrzebujesz sprzętu za miliony monet, wystarczy Ci telefon!
  3. W piątki na Instatstories będę udostępniać temat wyzwania na nadchodzący tydzień, by każde z Was miało czas na wykonanie swojej pracy. Zdjęcia wrzucamy w każdy czwartek, a ja w sobotę będę udostępniać na Instastories te najciekawsze. Startujemy 2 lipca, a temat pojawi się 29 czerwca.
  4. Aby wziąć udział w wyzwaniu użyj hasztagu: #wtrampkachkreatywnie. Dzięki temu ja i inni uczestnicy wyzwania łatwiej Cię znajdziemy. Użycie hasztagu oznacza, że wyrażasz zgodę na udostępnienie Twojego zdjęcia na moim Instastories.
  5. Koniecznie dodaj też komentarz pod moim czwartkowym  zdjęciem, żebym wiedziała, że bawisz się razem z nami!
  6. Daj od siebie coś miłego, koniecznie odwiedź innych! Nic tak nie motywuję jak pozytywny odbiór pracy na którą poświęciliśmy swój cenny czas. Odkrywajmy i poznajmy się nawzajem. A nuż niedaleko Ciebie mieszka świetna fotografka, a może modelka, która chętnie dla Ciebie zapozuje?

    Znajdziesz mnie <tutaj>


Pewnie zastanawiasz się, po co w ogóle brać udział w takim wyzwaniu?

Nabierasz doświadczenia w robieniu zdjęć, a dzięki temu, że wyzwanie jest cotygodniowe to uczysz się systematyczności. Do tego pobudzasz swoją kreatywność, co na pewno zaprocentuje w przyszłości. Nic  tak nie pomaga Nam się rozwijać jak wykonie pracy na  temat, który nie jest związany z naszą codziennością.
Pomyśl, a jeśli uda Ci się nawiązać relację z ciekawymi ludźmi i dotrzesz do nowych obserwujących. 
Było by super, prawda?
Nic nie tracisz, a możesz wiele zyskać!
To jak dołączysz?


niedziela, 17 maja 2020

"Dzieci Sendlerowej" - J. Mazzeo Tilar

Coraz częściej na blogu pojawiają się pozycję z gatunku literatura faktu i wiecie co nie przeszkadza mi to, a Wam? Mam cichą nadzieję, że nie. Bo polubiłam się z tym gatunkiem.

Mam wrażenie, że trochę spóźniłam się z tą recenzją, ale przez "Dzieci Sendlerowej" autorstwa J. Mazzeo Tilar nie potrafiłam przebrnąć. Była to dla mnie trudna książka. Nie ze względu, że trudno mi się ją czytało, wręcz przeciwnie to książka na jeden maksymalnie dwa wieczory. Po prostu temat jest trudny, a opisane w książce fakty powodowały u mnie konieczność odłożenia lektury by pomyśleć.


Mam przekonanie graniczące z pewnością, że każdy choć raz słyszał o Irenie Sendlerowej. Na pozór zwykła kobieta, a w oczach tysięcy, jeśli nie milionów ludzi bohaterka. Narażała własne życie by ratować ludzi. Nie wiem, czy ktoś w dzisiejszych czasach byłby skłonny do takich poświęceń.

Książka napisana przez amerykańską pisarkę, której Polacy powinni dziękować. Bo to właśnie dzięki niej, szersze grono mogło usłyszeć i dokładniej poznać historię niezwykłej kobiety.

Pozycję czytało się na prawdę dobrze. Ale tak jak wspomniałam już na wstępie, potrzeba czasem kilku wdechów czy odpoczynku by przejść dalej. Niezwykle wzruszająca i łapiąca za serce opowieść o cudownej kobiecie.

Pozdrawiam i do przeczytania.

wtorek, 12 maja 2020

"Piekielna głębina" - Lindsay Galvin

Kolejny już na moim blogu recenzja kryminał o podłożu medycznym, tym razem chodzi o genetykę. Będzie krótko, ale treściwie "Piekielna głębina" autorstwa Lindsay Galvin. Pozycja z działu literatury młodzieżowej, ale spokojnie mogę ją polecić także starszym czytelnikom ze względu na poruszony w niej trudny temat.


Powieści fantastyczne i kryminały to najchętniej czytane przeze mnie gatunki, więc gdy tylko pojawiła się możliwość przeczytania historii, która łączy te dwa gatunki, długo się nie zastanawiałam i tak w moje ręce wpadła "Piekielna głębina". 

"Ekscytująca, pełna tajemnic fabuła. Niezwykle oryginalna powieść, łącząca elementy thrillera o walce o przetrwanie, realistycznej opowieści o eksperymentach genetycznych i fantastyki."

Pięknie opisana, wystarczy przeczytać fragment umieszczony na okładce książki, by chcieć poznać historię trójki nastolatków Aster, Poppy i Sama. Jednak czy cała książka tak bardzo wciąga, czy warto zarwać dla niej noc?

Tak. Idealna pozycja dla nastolatków. Poruszone w książce wątki  m in. choroby nowotworowej, walki z samotnością, czy przetrwania tego jakże trudnego czasu po utracie bliskiej osoby to elementy, które działają na korzyść pozycji i przede wszystkim dają powód do przeczytania. Nie tylko nastolatkom, ale również starszym i dojrzalszym emocjonalnie czytelnikom. 

Historia trójki nastolatków spisana na nieco ponad trzystu stronach. Dobrze i szybko się ją czyta. Piękna szata graficzna również robi swoje, tym bardziej, że to pozycja skierowana do młodzieży. Nie mogę niestety (lub stety) napisać, że książka porwała mnie na tyle bym nie mogła jej odłożyć. Przyjemnie się czytało, ale to nie jest książka, którą zapamiętam na lata.

Pozdrawiam i do przeczytania.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

"Psychopata" - Klaudia Muniak

Thriller psychologiczny, już dawno nie czytałam nic z tej kategorii, dlatego gdy tylko pojawiła się możliwość by po długiej przerwie sięgnąć po książkę o tematyce psychologicznej, długo się nie zastanawiałam i tak w moje ręce nowość. Psychopata to pierwsza wydana pozycja Klaudii Muniak, jak wyszła? O tym w dalszej części wpisu.


"Psychopata" autorstwa Klaudii Muniak, czyli thriller medyczny o niebezpiecznym eksperymencie. Spodziewałam się książki, która bardziej wciąga, a czuje się rozczarowana. Bardzo długo czekałam, aż coś na prawdę zacznie się dziać. Nie miałam poczucia, że warto dla tej książki zarwać nockę. Nie przeczę, czytało się ją lekko (chyba nawet zbyt lekko jak na ten gatunek), ale autorka nie zbudowała napięcia, które wymuszało by u mnie czytanie dalej. Niebezpieczny eksperyment, to zapowiadało się ciekawie, a niestety sama treść była bardzo przewidywalna. Zabrakło mi tej niepewności, że wszystko rozwiąże się dopiero na końcu. Nie trzeba być detektywem, by wszystkiego domyślić się już po około 100 stronach książki.

Pozdrawiam i do przeczytania.

niedziela, 29 marca 2020

"No pasa nada! Nic się nie dzieje. Kobiece oblicze Meksyku" - Beata Kowalik

Długo odkładałam recenzję tej pozycji, nie ze względu na to, że była to słaba książka, ale dla tego, że nie do końca wiedziałam jak się do tego zabrać. Owszem, wcześniej czytałam książki z gatunku literatura faktu, ale unikałam pisania recenzji owych pozycji, ponieważ bałam się (z resztą nadal się boję), że recenzje pozycji z tego gatunku nie będą obiektywne. Jednak tym razem postanowiłam, że recenzja powstanie. Dlatego bez dłuższego wprowadzenia zapraszam na moją (prawdopodobnie nie do końca obiektywną) recenzję książki Beaty Kowalik - "No pasa nada! Nic się nie dzieje. Kobiece oblicze Meksyku".


Książka pięknie wydana, ale napisana dla mnie trochę dziwnym językiem. Nie wiem, może to kwestia tego, że nie jestem przyzwyczajona do tego typu literatury, a może po prostu autorka pisała w sposób, który nie przypadł mi do gustu. Nie mniej jednak pomijając fakt, że książkę czytało mi się dziwnie to bardzo przyjemnie i szybko (ot taki paradoks). 

"No pasa nada! Nic się nie dzieje. Kobiece oblicze Meksyku" to pozycja kryjąca w swoim wnętrzu zbiór historii (nad) zwyczajnych kobiet. Czytając tą książkę często miałam wrażenie, że to co czytam jest czystą fikcją. Bo przecież nie można całe życie, żyć w strachu. Nie od dziś wiadomo, że Meksyk jest jednym z najniebezpieczniejszych państw świata, ale pomimo tych wszystkich wydanych książek, nagranych filmów nadal masa ludzi nie ma zielonego pojęcia lub nie dopuszcza do siebie myśli jak na prawdę wygląda życie w "raju". 

Tysiące kobiet, jeśli nie miliony każdego dnia walczą o życie, lepsze życie dla siebie i swoich dzieci. Niestety często ich wołanie o pomoc jest głuche. Kobiety nie mają w Meksyku, państwie mężczyzn żadnych praw, nie mają głosu, a nawet jeśli któraś odważy się zmienić swój los, przeciwstawić się mężczyznom to często żałuje takich kroków całe życie.

Książka to historię kobiet, różnych kobiet. Każda z nich jest cudowna i wyjątkowa. Niestety nie mają dostają pomocy od świata, często nawet od bliskich. I właśnie o nich jest ta książka to w pewnym sensie ich wołanie o pomoc, by coś zmienić. Może nie swoje życie, ale kto wie może za dekadę kobiety m in. w Meksyku będą miały lżejsze życie.

Pozdrawiam i do przeczytania.

niedziela, 22 marca 2020

"Dom na kurzych łapach" - Sophie Anderson

Na moim blogu raczej nie recenzuję pozycji dla dzieci głównie ze względu na fakt, iż mamą nie jestem, a tylko (a może aż) ciocią. Jednak w związku z akcją #zostanwdomu itp. stwierdziłam, że skoro rodzice spędzają czas z dzieciakami w domu to podrzucenie pewnej książki, właśnie dla dzieciaków nie będzie najgorszym pomysłem. Dlatego też przychodzę do Was z przyciągającą oko, (dokładnie tak książka dla srok) pięknie wydaną baśnią o przyjaźni i więzach rodzinnych. Oto i ona pozycja z kategorii książki dla dzieci

Serdecznie zapraszam do recenzji ,"Dom na kurzych łapach".


"Dom na kurzych łapach" magiczna baśń folklorystyczna, moim zdaniem jest to pozycja nie tylko dla najmłodszych, ale również dla tych nieco starszych czytelników. Piękna historia o poszukiwaniu swojej drogi w życiu, o dorastaniu i stawaniu z przeciwnościami losu twarzą w twarz. Opowieść pokazująca, że nie zawsze wszystko idzie po Naszej myśli i że, życie często rzuca Nam kłody pod nogi. 

Pozycja na prawdę pięknie wydana, czyta się ją przyjemnie i szybko. Dopasowana pod dzieciaki, nieco większa czcionka i większe niż zazwyczaj odstępy między linijkami, za to bardzo duży plus. 

Pozdrawiam i do przeczytania.

poniedziałek, 2 marca 2020

"Oddech w związkach. Oddychaj świadomie, kochaj pełniej" - Grzegorz Pawłowski

Oficjalnie się przyznaje, chciałam uciec od poradników, a raczej o ich recenzji. Cóż, znów nie wyszło. Po raz kolejny w ręce wpadła książka z gatunku poradniki.  Jak mam w zwyczaju podeszłam do niej z dużą ostrożnością - "Oddech w związkach. Oddychaj świadomie, kochaj pełniej" autorstwa Grzegorza Pawłowskiego bardzo miło mnie zaskoczyła.


Nim zaczęłam czytać przekartkowałam książkę pobieżnie i przyznam spodziewałam się innej treści. Przede wszystkim liczyłam na więcej analiz i zestawień, a tutaj niespodzianka... Mnóstwo ćwiczeń oddechowych, mających pozytywny wpływ na Nasze relacje z drugą osobą. 

Poradnik czytało mi się na prawdę przyjemnie i szybko. Znajdziecie w nim wiele dobrych rad, które jeśli tylko się na nie otworzy na prawdę mogą zdziałać cuda. Nie jest to książka dla każdego. To pozycja dla dojrzałego czytelnika i przede wszystkim z otwartym umysłem. Ponieważ pomimo, iż Nasz świat idzie ku postępowi to seks (dokładnie tak, w książce o nim przeczytacie) jest w dzisiejszych czasach często tematem tabu. 

Tak jak wspomniałam książkę polecam, ale czytelnikom dojrzałym.

Pozdrawiam i do przeczytania.

środa, 12 lutego 2020

"Upadek Gondolinu" - Christopher John Reuel Tolkien, J.R.R. Tolkien , Alan Lee

Po wielu latach od odkrycia przeze mnie świata stworzonego przez J. R. R. Tolkiena przyszedł czas na książkę (niestety ostatnią wydaną jego twórczości) opowiadającą o wydarzeniach, które miały miejsce tysiące lat przed tymi opisanymi we Władcy Pierścieni. Nie będę ukrywać, że "Upadek Gondolinu" - Christopher John Reuel Tolkien, J.R.R. Tolkien, Alan Lee był dla mnie w pewnym sensie powrotem do wspomnień i starej miłości. Jednak muszę Was rozczarować. 
To nie będzie długi wpis.



Niestety, a może stety to będzie tylko kilka zdań, bo po prostu nie ma się tutaj nad czym rozwodzić. Książka jest pięknie wydana, te niecałe 300 stron czytałam kilka godzin (niestety tylko kilka). Przyznaję się, zarwałam nockę(jeśli można tak w tym przypadku powiedzieć). Czyta się szybko i przyjemnie, jednak jest to książka tylko dla fanów. Podobnie jak we "Władcy Pierścieni", czy "Hobbicie", jest dużo komentarzy i opisów. W owej pozycji znajdziemy trzy wersje jednej historii, a to nie każdemu może się podobać, tym bardziej, że jedna jest niedokończona.




Za możliwość przeczytania dziękuję portalowi https://www.jakkupowac.pl/.

Pozdrawiam i do przeczytania.

piątek, 7 lutego 2020

"What the F. Co przeklinanie mówi o naszym języku, umyśle i nas samych" - Benjamin K. Bergen

"What the F. Co przeklinanie mówi o naszym języku, umyśle i nas samych" autorstwa Benjamina K. Bergena to kolejna na moim blogu recenzja książki z dziedziny językoznawstwa. Pierwsza to "DOBRE MANIERY DLA MIŁYCH LUDZI KTÓRZY CZASEM MÓWIĄ K***A" - AMY ALKON, która była sporym rozczarowaniem. Na szczęście tym razem było inaczej. Pozycja na prawdę wciąga i z czystym sumieniem mogę już teraz napisać, że przypadnie do gustu wielu czytelnikom.


Autor dzięki analizom (wykresy również znajdziemy w książce) pokazuje Nam wulgaryzmy w całkowicie innym świetle. Wyjaśnia znaczenie najczęściej używanych wulgaryzmów, a także analizuje je pod kątem np. ilości liter. Badania przedstawione w książce oparte są na języku angielskim, ale autor pokazuje, że niezależnie od języka klasyfikacja przekleństw jest raczej uniwersalna. Bo przecież w każdym języku można znaleźć wulgaryzmy często i rzadko używane. Bergen wielokrotnie powtarza w swojej pozycji, że wbrew pozorom wulgaryzmy są ważne i potrzebne w Naszym języku. 

Pozycja, choć do najcieńszych nie należy czyta się bardzo przyjemnie i szybko, nie tylko przez umieszczone w niej spore ilości wykresów, ale przede wszystkim ze względu na język jakim jest napisana. Z całą pewnością "What the F. ..." pozwoli czytelnikowi zastanowić się głębiej nad używanymi wulgaryzmami. Jeśli ktoś lubi książki z dziedziny językoznawstwa to serdecznie polecam, również rodzicom, bo książka może pomóc m. in. w uświadamianiu dzieci i młodzieży czym są "ocenzurowane" słowa i jak ich używać.


Za możliwość przeczytania dziękuję portalowi https://www.jakkupowac.pl/.

Pozdrawiam i do przeczytania.

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia